Körgull The Exterminator – “Metal Fist Destroyer”

Korgull-The-Exterminator-Metal-Fist-DestroyerNie wiem do końca jak to jest, ale wydaje mi się że hiszpański przemysł porno kwitnie w najlepsze. Co chwila jakieś “espaniole” wyskakują tu i ówdzie przez co człowiek nie może tego wszystkiego ogarnąć, a gdzie tam Panie to to jeszcze obejrzeć (wiecie, takie tam męskie, kolekcjonerskie hobby he he). Cóż, chyba tylko kryzys może powiedzieć: “to moja wina”. No ale widocznie takie to “śliskie życie” już jest, że jeśli nie dasz ciała, to nic nie zarobisz.

I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o walory kobiecego ciała… Przepraszam: damsko-męskiego kwartetu z okolic Barcelony. Tylko o muzykę, którą Körgull The Exterminator spreparowali na wydanym w tym roku “Metal Fist Destroyer”. Otwierające całość intro zwiastuje, że będziemy mieli do czynienia z nawałnicą thraszującego black metalu, pełnego odłamków moździerza i szybko zadanych ran kutych. I tak w rzeczywistości jest. Wszystko pędzi niemiłosiernie jak jednostka pancerna podczas blitzkriegu dewastując to, co napotka na swej linii “strzału”. Dodatkowo miejscami zarzuca trupem i wybuchami w postaci typowych dla gatunku solówek (“Queen of a Thousand Sorrows”) oraz popisów wokalnych, które mają niestety jedną małą ujmę. Niebywale, Lilith Necrobitch dysponuje walorami fizycznymi i nie jednemu facetowi “pocisk” wpadnie i nie spodziewanie wybuchnie w dłoni na jej widok, ale wokalnie kobicina miejscami nie daje rady. I choć z tych potężnych (i jakże kształtnych) piersi bije prawdziwa thrash’n’blackowa moc i żywiołowość (w takim dajmy na to “The Battalion of Punishment (Under a Bullet Storm)”), to jednak wskakuje ona czasami nieznośnie na ścieżkę monotonii. Nie można Lilith zarzucić tego, że na rzeczy się nie Zna, bo jak na gatunek przystało jest i typowe “ugh” (szkoda, że nie ahhh) i jest też growl (szkoda, że nie ohhh), gdy trzeba mocniej przyłożyć, ale niestety. Takie prawo wojny, że całość zawsze będzie brana z perspektywy frontmana i jego “strategii ataku”. Nie mniej, na brak oryginalności tutaj narzekać nie można, bo w sumie w tym black’n’thrashowym wojennym łomocie jej się nie uświadczy.

Ogólnie rzecz biorąc “Metal Fist Destroyer” jest dla mnie jak najbardziej przyswajalne, nie mniej o lepsze wokalne inkantacje ku czci wojny Lilith N. mogła się bardziej postarać, bo jak to z akcją w tych filmach dla dorosłych bywa: koleś “hebluje” taką dechę dobre 50 minut jak młodą “brzuskę”, ale nic bardziej konkretnego z tego nie wynika…, choć finał jest iście “wybuchowy”.

Ocena: 7.5 / 10
Wydawca: Demonhood Productions
Tracklista:
01. Chant of the Reapers (InstruMetal)
02. Grim Reaper
03. Metal Fist Destroyer
04. Battle Beast
05. Possessed By Steel
06. Time To Die
07. Batallion of Punishment (Under a Bullet Storm)
08. Queen of a Thousand Sorrows
09. Kill The Bastard
10. Obliteration
11. Wild Forces
12. Korgüll The Exterminator (Voivod cover)
13. Revenge of the Dead 2012 (CD bonus)

avatar
Mistrz klawiatury i kodu Hyper Text Markup Language w wersji 5... Chleje, nie pali... Black metalu słucha od komunii a dodatkowo sądzi, że zna się na muzyce... Publikuje i tu i na chaosvault.com
PODZIEL SIĘ