Cultes Des Ghoules - HenbaneHah nie ma to jak powrót na stare śmieci marną pisaniną zwane. Dwa lata bez większego udzielania się w temacie minęły jak z bicza strzelił, a na dzień dobry dostaję do recenzji album jednej z ulubionych kapel naczelnego. Łysy mawia że wobec dokonań Cultes Des Ghoules jest bezkrytyczny, a ja ? Cóż … owszem nie powiem swego czasu mocno chwalone przez słuchaczy jak i recenzentów „Haxan” o uszy się obiło, i co ? Właściwie będąc szczerym to się odbiło, bo na długo w słuchawkach płyta nie zagościła. Łysy pewnie płakałby jak Mojżesz nad ruinami Jerozolimy, Hiob nad powojennymi losami Turkmenistanu … eee … no w każdym razie byłoby mu przykro że przepuścił śmierdzący grobem wyziew ziemi kieleckiej. Natomiast ja beztrosko puściłem sobie tamtą płytę mimo uszu, a wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie do niej wrócić przez pryzmat tego co można usłyszeć na „Henbane”. A czemu tak ? Bo jakoś teraz obok tak wyrazistej muzycznej patologi, śmierdzącej siarkowym odorem i podgniłym trupem obojętnie przejść nie mogę. No dobra nie żebym wcześniej mógł, ale widocznie praca w rockowym klubie muzycznym spowodowała u mnie upośledzenie słuchu w stopniu poważnym. Tym bardziej że gdzieś kojarzy mi się to z autentycznie szalonym Dodsengel. Może kołaczące się między synapsami porównanie nie jest do końca adekwatne. No bo przecież to nie ta sama bajka jakby na pierwszy rzut ucha wydawać by się mogło, ale punktów wspólnych parę by się znalazło. Cmentarny klimat … jest ? Ano jest. Szaleńcze wrzaski z psychiatryka są i do tego podlane stęchłym wywarem okultyzmu i czarnej magii. Całość zimna i obskurna niczym dwustuletnia nagrobna płyta. No panie starszy, tak na dobrą sprawę podobieństwa pokrywają się w kluczowych przynajmniej dla mnie punktach, a to znaczy że nie do końca jeszcze ogłuchłem. Czyli pięć punktów dla pana w czarnym kitlu. Kolejna rzecz klimat nagrań jest z pewnością jednym z największych plusów tego albumu. Niezależnie od tego czy utwory niepokojącą zwalniają i niebezpiecznie swoim tempem zbliżają się do pełznącego robactwa czy rozpędzają się w opętańczym amoku,nieświęta atmosfera nieustannie podtrzymuje napięcie i uwagę na dźwiękach bulgoczących w głośnikach. W zasadzie trudno się tu do czegokolwiek przyczepić, bo wszystko jest poukładane na swoim miejscu jak książki w bibliotece. Całokształt to więcej niż solidny black metal mocno osadzony w okultystycznych ramach o pokładach klimatu większych niż kopalnie Donbasu. Wygląda na to że zostałem kupiony i chyba będę musiał rzucić dwójkę Łysemu na poczet budowy ołtarzyka bezkrytycyzmu dla Cultes Des Ghoules.

Ocena: 9 / 10
Wydawca: Under The Sign Of Garazel Productions
Tracklista:
1. Idylls of the Chosen Damned
2. The Passion of a Sorceress
3. Vintage Black Magic
4. Festival of Devotion
5. The Devil Intimate

avatar
Autor
- łącznie 64 tekstów na EverMetalZine.com

Obadaj przy okazji:

Komentarze wylaczone

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
sprawdź tutaj co EverMetal'zine patronuje...
Chaos Strike III Psychodeath Lunatics vol. V