Vexatus – “Atom Pompeii”

vexatus atom

Dźwięki z drugiego longlaya Vexatus będą się chyba unosić w mojej komnacie niemal tak długo, jak dymna  spuścizna Czarnobyla nad Europą. Siła rażenia atomowych Pompei  jest niebagatelna, także jak nic znajdzie wspólny ozór z moimi skłonnościami do uzależnień i będzie torturować ośrodki słuchowe jeszcze dłużej i namiętniej, niż robiła to jej poprzedniczka – „Tortura” właśnie.

Skąd ta prognoza?  Bo Pompeje to bezdyskusyjny progres w dyskografii muzyków z miasta piernika. Progres, nie szczyt, gdyż czuć wciąż rezerwy w kapeli.

Progres może tu być rozumiany dwojako: jako coś relatywnie lepszego, ale też innego, bardziej zróżnicowanego, poszukującego. Tortura była oczywistym ukłonem w stronę staro-szkolnego deathu z pnia skandynawskiego. Spójna, jednorodna. Brutalna. Na atomowych Pompejach akcenty są rozłożone nierównomiernie. Co prawda Vexatus pozostał Vexatusem, ale wyszedł z obrośniętej pajęczynami i łojem Fritzla czeluści piwnicy do bardziej przystępnej, barokowej kamienicy, której przepastne mury są równie chłodne i sprzyjające bezeceństwom, tyle że bardziej wyrafinowanym.

Otwierający krążek „Slaves Korea” nie zapowiada na początku zmian w świeżym płodzie Torunian. Ale im dalej w głąb tym więcej odstępstw od typowego szwedzkiego łojenia. Żonglowanie tempami, rozjeżdżające się i walcowo zwalniające riffy, budujące przestrzenie nieśmiałe melodie, rytmika… W wielu momentach ten death metal bardziej puka do awangardowych drzwi szwedzkich nuworyszy z Tribulation (eksperymenty z rytmiką, niejednorodna, rozjechana budowa kawałków) niż tradycjonalistów z Dismember.

Z kolei już taki „Lebensborn”, pijący do nazistowskiej eugeniki czystej rasy, zajeżdża doom metalem. Czarnym i ciągnącym się jak smoła. Mięsistym. Ten duch Celtic Frost obecny jest na całym albumie (a może to tylko klimat Zaduszek podsuwa mi duchy pod nos), nie tak wprost jak w „Lebensborn”, ale jednak. Stąd też aż samo ciśnie się na klawiaturę porównanie tych utworów do ostatnich dokonań Asphyx. Owo porównanie jest luźne, Vexatus brzmi i kompozycyjnie wygląda oryginalnie, bez zakusów kalkowania – kto wie czy nie kładą podwalin pod rozwój toruńskiej sceny death metalowej. Choć kariery w tamtejszej rozgłośni radiowej raczej nie zrobią. Ale skoro miejscowemu Kopernikowi udało się poruszyć ziemię, to kto wie…

Po samym brzmieniu trudno byłoby się domyślić, że obcujemy z twórcami z Polski -poziom międzynarodowy , choć sposób komponowania pozostał niezmieniony.

Zmienił się natomiast sposób artykułowania tekstów przez wokalistę: miast niskiego, typowego growlingu mamy tutaj do czynienia z wyższymi partiami wokalnymi,  masywnym krzykiem, którego barwa pasuje do sztuki ekstremalnej. Gorefest troszku – idąc dalej tropem niderlandzkich skojarzeń.

Ten chropowaty pomiot muzyków, którzy są też odpowiedzialni za rewelacyjny projekt black metalowy Kalot Enbolot (poza gitarzystą Grzegorzem) wchodzi dopiero za kolejnym przesłuchaniem. Ale jak już wejdzie, to się kręci i kręci… Taki urok muzyki romansującej z awangardą , której obce piosenki typu zwrotka-refren. Jeśli nie pojawi się na wysokich miejscach w podsumowaniach roku 2013 to będzie to jedynie kwestia małej promocji albumu i bezczynności koncertowej zespołu. Bo ta erupcja muzycznych pomysłów zrobiła z konkurencją na krajowym podwórku to samo co Wezuwiusz z Pompejami.

Ocena: 8/10

Wydawca: redrum666

Tracklista:

1. Slaves of Korea
2. Tenebrae
3. Dogma
4. Lebensborn
5. Atom Pompeii
6. The Archangel’s Slaughterhouse
7. Clades variana
8. Half-Life

 

avatar
Jestem Klotz i metal przedkładam nawet nad siedzenie na klopie. Jestem ze Śląska i ślinię się do death metalu jak do rolady z zołzom. Lubię gdy brzmienie jest jak wnętrze kopalni: pełne sadzy. Gitary niechaj rzężą i trą boleśnie małżowiny jak papier ścierny dupsko po sraniu po obfitym biesiadowaniu, kiedy velvet jest za krótki i za miękki jak czildren of bołdom. Wyznaję Kult Wielkiego Knura i wieprzyć to wszystko \m/
PODZIEL SIĘ