Kalot Enbolot – Regnum Dei już dostępne

x

Nakładem Eastside Records ukazał się drugi album blckmetalowego Kalot Enbolot, kapeli debiutującej trzy lata temu albumem “MCCCXLVII”. Nowy krążek nosi tytuł “Regnum Dei” i zawiera siedem kawałków, w tym cover The Cure zatytułowany “The Figureahead”. Materiał, który znalazł się na płycie to epicko zorientowany BM, łączący w sobie melodykę sceny szwedzkiej, chłód norweskiej oraz specyficzny klimat grania greckiego. Dodatkowo informujemy, że pod adresem www.kalot-enbolot.pl działa oficjalna strona zespołu, na której można odsłuchać części materiału.

avatar
Mistrz klawiatury i kodu Hyper Text Markup Language w wersji 5... Chleje, nie pali... Black metalu słucha od komunii a dodatkowo sądzi, że zna się na muzyce... Publikuje i tu i na chaosvault.com
PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Potencjał, potencjał i jeszcze raz potencjał! Ta płyta to prawdziwa biblia dla fanów szeroko pojętego, nie tylko black metalu, ale metalu w ogóle. Zróżnicowane wokale, świetna, punktująca perkusja, gitarowe riffy przypominające czasy chwały takich załóg jak Immortal czy Emperor. Moc, mrok i jad jest obecny w każdym z utworów tego wydawnictwa. Znajdziemy tu wszystko co w blacku najlepsze – blasty, ekstremalnie zapętlone riffy, złowieszcze zwolnienia i przestrzenne granie zgodne z black metalową estetyką. Kalot Enbolot już po raz drugi, zarówno pod względem muzycznym jak i lirycznym udowodnił, że wykonuje muzykę z górnej półki, konkretną i progresywną zarazem, bez wątpienia przeznaczoną dla wymagającego i myślącego słuchacza. Jeśli oczekujecie po “czarnym metalu” tylko i wyłącznie trzech akordów i odgłosów zarzynanej w tle świni – dajcie sobie z Kalot Enbolot spokój i sięgnijcie po pierwsze dema Darkthore. Regnum Dei do podróż po zdecydowanych w swojej formie, surowych ale jakże wspaniałych i wyrafinowanych dźwiękach które potrafią z black metalu uczynić prawdziwą sztukę.
    Jak na drugie, duże wydawnictwo zespołu, całość robi bardzo profesjonalne wrażenie – począwszy od oprawy graficznej albumu a kończąc na niezwykle dojrzałym warsztacie instrumentalistów grupy. Należy także wspomnieć także o gardłowym zespołu, który niezwykle sprawnie porusza się po bardzo zróżnicowanych obszarach wokalnych – mamy tu więc do czynienia zarówno z growlingiem jak i z typowym blackowym skrzekiem, są także wszelkiego typu pomruki i zaśpiewy iście rycerskie, których nie powstydziłby się niejeden zespół pokroju Borknagar czy Arcturus. Mistrzostwo świata! To co jeszcze wyróżnia Regnum Dei na tle innych albumów black metalowych, oprócz jakości kompozycyjnej i tematyki kawałków ( Krucjaty) to klarowna produkcja – Jednak, pomimo swojej przestrzenności i czytelności nie jest pozbawiona typowego blackowego mięcha i wykopu. Jakże przyjemnie słucha się tego kawałka porządnej metalowej sztuki zagranej w sposób tak przejrzysty a jednocześnie nie odzierający album z blackowej “prawdziwości”. Panie i panowie – Kalot Enbolot to zespół, który już rozpoczął tworzenie swojej własnej legendy – jeśli jest jeszcze w tym kraju ktoś kto uważa się za fana black metalu i jeszcze nie słyszał drugiej płyty panów z Torunia, musi ów błąd czym prędzej naprawić. Tymczasem, ja wraz z Kalot Enbolot powracam na krucjatę. W imię Boże, Bellum omnium contra omnes!!!

Comments are closed.