71 ton 

I któż to mógł się nazwać siedemdziesięciojednotonowym spaślakiem? Wbrew pozorom to nie jakiś nowy projekt wokalisty czeskiego Gutalaxa czy  Vrangsinna  z Carpathian Forest. Te tytułowe tony nie objawiają się w tuszy frontmena, ale w soundzie co mury Jerycha by pokruszył, jak i Stadionem Narodowym wstrząsnąłby bardziej niż gol dla Mołdawii.

Duży ciężar jest z natury obwarowany wolnym tempem, kolorowa okładka odrzuca możliwość obcowania z wymiocinami death metalowymi a’la Six Feet Under, więc nieuchronnie dopada nas doom metalowa magma, doprawiona iście teksańskim sludgem.

Ten riffowy grubas to naprawdę zawodowe granie, utwory mają ciekawe, niejednorodne aranżacje, brzmienie odpowiednio przybrudzone, piasku w tym tyle, że można babki stawiać, jakby tego metalowego płoda powito na pustyni Błędowskiej, a nie w zurbanizowanym Wrocloveee.  Apropos babek to gardło zdziera w tym około – crowbarowym tworze niejaka J.J. (i robi to bardzo po męsku, czyli zajebiście, Kylesa się przykładowo kłania), która podobnie jak reszta muzyków skrywa się najprawdopodobniej pod swoimi inicjałami z dowodu osobistego zaczerpniętymi. Teksty zapowiadają się już stosunkowo kreatywnie, na co wskazują tytuły takie jak „Cyborg Jesus” czy „Bacon Bomb”, a już najbardziej tytułowy utwór, no bo nie da się zarzucić nazwie kapeli sztampy. Czy takie są w istocie to przekonacie się nabywając album, bo ja się osłuchuje z bandcampa, gdzie całe cacko jest udostępnione, jak to większość kapel teraz czyni.

Takich bekonowych elektryków wizardów bardzo  w polskim piekiełku brakuje. Ostatni utwór zowiący się tak samo jak zespół i płyta to  taka rozlazła wiśnia na opasłym torcisku. Suita z progresywnym zadęciem, gdzie poza walcowatymi riffami, gitary malują przestrzenie iście progmetalowe,  tempa stają się nieprzewidywalne, wokale maja epizody deklamacyjne, nawet perkusji zdarzają się sprinterskie zrywy. Wyczuwalny duch Neurosis.

Reasumując – brzmienie należyte rodzaju uprawionego gatunku, może bębny wymagałyby małego podrasowania, utwory z pomysłem i feelingiem, choć Chłameryki nie odkrywają, ale nie każdy szuka w sztuce zbicia z pantałyku. Jest miejsce na tradycję i eksperyment. Całość zdecydowanie nie przyprawia o odruch ziewny, acz w przyszłości mogłaby zaciekawić jeszcze bardziej.  Skojarzenia w czasie słuchania jak najbardziej odpowiednie, czyli nic tylko wesprzeć zakupem otyłe dziecko Wrocławian.  Jak ktoś łyka dokonania Vagitarians czy Belzebong to i ten puchar tłuszczu wleje w siebie duszkiem.

Ocena: 7,5/10

Kontakt: https://www.facebook.com/71TonMan

         http://71tonman.bandcamp.com/

   71tonman@gmail.com

avatar
Autor
- łącznie 22 tekstów na EverMetalZine.com
Jestem Klotz i metal przedkładam nawet nad siedzenie na klopie. Jestem ze Śląska i ślinię się do death metalu jak do rolady z zołzom. Lubię gdy brzmienie jest jak wnętrze kopalni: pełne sadzy. Gitary niechaj rzężą i trą boleśnie małżowiny jak papier ścierny dupsko po sraniu po obfitym biesiadowaniu, kiedy velvet jest za krótki i za miękki jak czildren of bołdom. Wyznaję Kult Wielkiego Knura i wieprzyć to wszystko \m/

Obadaj przy okazji:

Komentarze wylaczone

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
sprawdź tutaj co EverMetal'zine patronuje...
Chaos Strike III Psychodeath Lunatics vol. V